Katastrofa podczas pokazów Air Show
Dodał : MCK Data: 2007-09-03 17:00:46 (czytane: 1798)
Zginęli dwaj piloci z zespołu akrobatycznego Żelazny. Ich samoloty zderzyły się na wysokości ok. 30 m, przy prędkości 300 km/godz. Zginęli Lech Marchelewski, założyciel 'Żelaznych', i Piotr Banachowicz. Dla Marchelewskiego miał to być ostatni lot akrobacyjny.
Z regionu
- HARMONOGRAM WSPARCIA W KLUBIE ROZWOJU CYFROWEGO NA STYCZEŃ
- Ćwiczenia systemu alarmowania!
- Budowa przydomowych oczyszczalni ścieków
- Uroczyste otwarcie dwóch dróg gminnych po przebudowie
- Jasełka w Szkole Podstawowej w Sokolinie!
- Spotkanie opłatkowe pracowników Urzędu Gminy!
- Zakupiony asortyment z Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej
- Nowa przyczepa na wyposażeniu Gminy Czarnocin!
- Nowy ciągnik w Gminie Czarnocin!
- WYKAZ zawierający lokal użytkowy stanowiący własność Gminy Czarnocin przeznaczony do oddania w najem w trybie bezprzetargowym na okres 1 roku
Aktualności
- HARMONOGRAM WSPARCIA W KLUBIE ROZWOJU CYFROWEGO NA STYCZEŃ
- Ćwiczenia systemu alarmowania!
- Budowa przydomowych oczyszczalni ścieków
- Uroczyste otwarcie dwóch dróg gminnych po przebudowie
- Jasełka w Szkole Podstawowej w Sokolinie!
- Spotkanie opłatkowe pracowników Urzędu Gminy!
- Zakupiony asortyment z Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej
- Nowa przyczepa na wyposażeniu Gminy Czarnocin!
- Nowy ciągnik w Gminie Czarnocin!
- WYKAZ zawierający lokal użytkowy stanowiący własność Gminy Czarnocin przeznaczony do oddania w najem w trybie bezprzetargowym na okres 1 roku
Sport
- TURNIEJ O PUCHAR WÓJTA 2013
- Terminarz rozgrywek Ligi
- Rozgrywki o Puchar Wójta
- Mecz piłki nożnej o Puchar Wójta Gminy Czarnocin
- Kolejny sukces młodych sportowców z Kazimierzy Wielkiej.
- Wakacje na pływalni ''Wodny Raj'' w Kazimierzy.
- IV Kazimierski Rajd Samochodów Terenowych. (foto/video).
- Nocny Maraton Tenisa Stołowego.
- Z burmistrzem na przełaj. Ostre bieganie w Skalbmierzu
- Czarnocin mistrzem Powiatowej Ligi Futsalu
Kultura, rozrywka
- Spotkanie wielkanocne - relacja
- Gminny Dzień Kobiet - relacja
- Wyniki konkusu plastycznego 20 lat Państwowej Straży Pożarnej -jak nas widzą, tak nas malują
- Blondynki wolą mężczyzn. - zmiana terminu.
- Spotkanie z podróżnikami w ramach Przystanków Afryki Nowaka
- Seanse filmowe w Kazimierskim Ośrodku Kultury.
- VII Przegląd Twórczości Jacka Kaczmarskiego.
- Recytatorskie laury dla Klaudii
- Kazimierza: Dzień Kultury Żydowskiej w klubie Hades
- Kazimierza: Karnawałowa zabawa z superpromocją książki
Polityka
Organizatorzy targów zbrojeniowych do ostatniej chwili zastanawiali
się, czy nie odwołać poniedziałkowych pokazów na lotnisku w Masłowie.
Zaplanowano tam przelot maszyn F-16, skoki spadochronowe oraz pokazy
ćwiczeń wojsk lądowych. Ostatecznie wczoraj zdecydowano, że zmian nie
będzie. - Jesteśmy załamani tym, co się stało i głęboko współczujemy
rodzinom pilotów, którzy zginęli. Ale targi mają poważny charakter i
nie jest to wydarzenie rozrywkowe. To dlatego nie wprowadzamy zmian w
organizacji - mówi Edyta Ruszkowska, rzeczniczka prasowa Targów Kielce.
Bezpośrednim świadkiem tragedii był m.in. Bohdan Gumowski, dziennikarz Radia Kielce, który na antenie relacjonował radomskie pokazy. - Patrzyłem na to. Dwie sekundy przed zderzeniem poczułem niepokój. Słychać było ryk silników samolotów, potem nagle niebo ucichło, ucichli zmartwiali ludzie - relacjonuje. Po wypadku miał jeszcze cień nadziei, że jakimś cudem piloci mogli przeżyć. - Kiedy kapelan zaczął mówić modlitwę, już było pewne, że nie żyją - opowiada Gumowski.
Do tragedii na Air Show doszło w sobotę. Zginęli Lech Marchelewski, założyciel Żelaznych, i Piotr Banachowicz.
Zaraz na miejscu pojawił się prokurator wojskowy. Rozpoczęła pracę specjalna komisja badania wypadków lotniczych. Przez całą noc na płycie lotniska szukano wszelkich śladów. Szczątki obu maszyn zostały odnalezione i ponumerowane. W radomskiej prokuraturze w niedzielę przesłuchiwani byli pozostali piloci z zespołu Żelazny. Przyczyna wypadku może być znana nawet za kilka miesięcy. Jak nam powiedział Robert Czerwiński, szef Prokuratury Rejonowej w Radomiu, brane są pod uwagę różne przyczyny tragedii, m.in.: błąd pilota, awaria samolotu, warunki atmosferyczne.
Pokazy rozpoczęły się o godz. 10. Jeszcze przed oficjalnym otwarciem na niebie pojawili się "Żelaźni". - Ale to tylko zwiastun atrakcji, jakie czekają na państwa po południu - mówił konferansjer.
Wszystko szło zgodnie z planem. Wypogodziło się, a na niebie zgodnie z harmonogramem pojawiały się kolejne samoloty i zespoły: Orliki, grupa Skorpion oraz piloci na samolotach F-16, F-15, F-18. Zaprezentowano także dynamiczny pokaz walki powietrznej czterech migów 29.
Był kwadrans przed godz. 16. Występ zespołu Żelazny miał potrwać kilkanaście minut (na oficjalnej stronie pokazów na godz. 16.10 było zaplanowane spotkanie z zespołem akrobacyjnym przy ich samolotach). Komentator, znając wyczyny pilotów z "Żelaznych", zapowiedział: - A teraz zobaczycie państwo coś naprawdę wspaniałego [miał na myśli figurę akrobacyjną "rozeta", którą za chwilę mieli wykonać piloci - przyp. red.]. Nagle spiker zawołał: - Nie, to niemożliwe, nie wierzę w to, o Matko Boska!
Dwa zliny miały minąć się na wysokości ok. 30 m, w odległości ok. 1,5 m od siebie. U "podstawy figury" zaczepiły o siebie i roztrzaskały się. To trwało sekundę. Zapadła cisza. Leciały z prędkością 300 km/godz.
Wszyscy natychmiast spojrzeli w niebo. Nie było tam już samolotów, które jeszcze przed chwilą wykonywały ewolucję. Ktoś krzyknął: - O Boże! Był wypadek! Część ludzi spacerowała jak wcześniej - jeszcze nie dotarła do nich informacja, bo radomskie lotnisko ma ponad 45 hektarów. Po kilku minutach wiedzieli już wszyscy. Tysiące osób biegło tylko w jednym kierunku: do barierek przy pasach startowych. Słychać już było tylko syreny karetek i straży pożarnej.
- Boże! Tam chyba zginął Lech - mówił roztrzęsiony Marek Chmiel, przyjaciel "Żelaznych" od 1990 roku, który siedział koło reporterki "Gazety" w sektorze prasowym. Trzęsącymi rękami, płacząc, próbował otworzyć w komputerze zdjęcia, które zrobił przed chwilą. Marek chciał sprawdzić numery boczne samolotów. Zrobił zbliżenie, na którym widać roztrzaskaną maszynę. Rozpoznał samolot Lecha Marchelewskiego.
- On nie miał szans - mówi Chmiel. Jeszcze wtedy informacje o śmierci pilotów nie były potwierdzone. Niestety, po kilkunastu minutach dziennikarze, a potem publiczność otrzymują tę najtragiczniejszą informację: piloci nie żyją. - To najsmutniejsze święto lotnictwa od lat. Biało-czerwona szachownica stała się jeszcze bardziej czerwona - mówił do publiczności gen. Andrzej Błasik, dowódca sił powietrznych WP. On zadecydował, by odwołać pokazy. Po tragedii ogłoszono minutę ciszy. Kapelan z publicznością odmówił modlitwę.
Lech Marchelewski, który zginął w wypadku, to pułkownik rezerwy, dyrektor Aeroklubu Ziemi Lubuskiej, pomysłodawca i założyciel grupy Żelazny. Miał 62 lata. Jak mówił jego przyjaciel Cezary Orzech, miał to być jego ostatni lot. Wycofywał się z latania akrobatycznego. Inżynier pilot Piotr Banachowicz był młodym, 24-letnim członkiem aeroklubu, wylatał 500 godzin.
Bezpośrednim świadkiem tragedii był m.in. Bohdan Gumowski, dziennikarz Radia Kielce, który na antenie relacjonował radomskie pokazy. - Patrzyłem na to. Dwie sekundy przed zderzeniem poczułem niepokój. Słychać było ryk silników samolotów, potem nagle niebo ucichło, ucichli zmartwiali ludzie - relacjonuje. Po wypadku miał jeszcze cień nadziei, że jakimś cudem piloci mogli przeżyć. - Kiedy kapelan zaczął mówić modlitwę, już było pewne, że nie żyją - opowiada Gumowski.
Do tragedii na Air Show doszło w sobotę. Zginęli Lech Marchelewski, założyciel Żelaznych, i Piotr Banachowicz.
Zaraz na miejscu pojawił się prokurator wojskowy. Rozpoczęła pracę specjalna komisja badania wypadków lotniczych. Przez całą noc na płycie lotniska szukano wszelkich śladów. Szczątki obu maszyn zostały odnalezione i ponumerowane. W radomskiej prokuraturze w niedzielę przesłuchiwani byli pozostali piloci z zespołu Żelazny. Przyczyna wypadku może być znana nawet za kilka miesięcy. Jak nam powiedział Robert Czerwiński, szef Prokuratury Rejonowej w Radomiu, brane są pod uwagę różne przyczyny tragedii, m.in.: błąd pilota, awaria samolotu, warunki atmosferyczne.
Pokazy rozpoczęły się o godz. 10. Jeszcze przed oficjalnym otwarciem na niebie pojawili się "Żelaźni". - Ale to tylko zwiastun atrakcji, jakie czekają na państwa po południu - mówił konferansjer.
Wszystko szło zgodnie z planem. Wypogodziło się, a na niebie zgodnie z harmonogramem pojawiały się kolejne samoloty i zespoły: Orliki, grupa Skorpion oraz piloci na samolotach F-16, F-15, F-18. Zaprezentowano także dynamiczny pokaz walki powietrznej czterech migów 29.
Był kwadrans przed godz. 16. Występ zespołu Żelazny miał potrwać kilkanaście minut (na oficjalnej stronie pokazów na godz. 16.10 było zaplanowane spotkanie z zespołem akrobacyjnym przy ich samolotach). Komentator, znając wyczyny pilotów z "Żelaznych", zapowiedział: - A teraz zobaczycie państwo coś naprawdę wspaniałego [miał na myśli figurę akrobacyjną "rozeta", którą za chwilę mieli wykonać piloci - przyp. red.]. Nagle spiker zawołał: - Nie, to niemożliwe, nie wierzę w to, o Matko Boska!
Dwa zliny miały minąć się na wysokości ok. 30 m, w odległości ok. 1,5 m od siebie. U "podstawy figury" zaczepiły o siebie i roztrzaskały się. To trwało sekundę. Zapadła cisza. Leciały z prędkością 300 km/godz.
Wszyscy natychmiast spojrzeli w niebo. Nie było tam już samolotów, które jeszcze przed chwilą wykonywały ewolucję. Ktoś krzyknął: - O Boże! Był wypadek! Część ludzi spacerowała jak wcześniej - jeszcze nie dotarła do nich informacja, bo radomskie lotnisko ma ponad 45 hektarów. Po kilku minutach wiedzieli już wszyscy. Tysiące osób biegło tylko w jednym kierunku: do barierek przy pasach startowych. Słychać już było tylko syreny karetek i straży pożarnej.
- Boże! Tam chyba zginął Lech - mówił roztrzęsiony Marek Chmiel, przyjaciel "Żelaznych" od 1990 roku, który siedział koło reporterki "Gazety" w sektorze prasowym. Trzęsącymi rękami, płacząc, próbował otworzyć w komputerze zdjęcia, które zrobił przed chwilą. Marek chciał sprawdzić numery boczne samolotów. Zrobił zbliżenie, na którym widać roztrzaskaną maszynę. Rozpoznał samolot Lecha Marchelewskiego.
- On nie miał szans - mówi Chmiel. Jeszcze wtedy informacje o śmierci pilotów nie były potwierdzone. Niestety, po kilkunastu minutach dziennikarze, a potem publiczność otrzymują tę najtragiczniejszą informację: piloci nie żyją. - To najsmutniejsze święto lotnictwa od lat. Biało-czerwona szachownica stała się jeszcze bardziej czerwona - mówił do publiczności gen. Andrzej Błasik, dowódca sił powietrznych WP. On zadecydował, by odwołać pokazy. Po tragedii ogłoszono minutę ciszy. Kapelan z publicznością odmówił modlitwę.
Lech Marchelewski, który zginął w wypadku, to pułkownik rezerwy, dyrektor Aeroklubu Ziemi Lubuskiej, pomysłodawca i założyciel grupy Żelazny. Miał 62 lata. Jak mówił jego przyjaciel Cezary Orzech, miał to być jego ostatni lot. Wycofywał się z latania akrobatycznego. Inżynier pilot Piotr Banachowicz był młodym, 24-letnim członkiem aeroklubu, wylatał 500 godzin.
Monika Firlej, Piotr Burda
Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce























